Dzień dobry,
mam na imię Karolina.
...i miałam zaburzenia odżywienia.
...i miałam zaburzenia odżywienia.
Zapowiedziałam
ten temat dawno temu, ale okazało się, że, cholera, nie jest to takie proste do
opisania. Chyba głównie przez negatywne emocje związane z tym niezbyt
chwalebnym okresem mojego życia. Wspomnienia głównie wywołują we mnie
wk..rwienie, bo to ile nacierpieli się wokół mnie bliscy, to niestety jest
największy koszt mojej niedojrzałej zabawy. Tak, wtedy zdrowie nie było dla
mnie czymś priorytetowym (rodzina wydawałoby się również, ale szybko
uświadomiłam sobie, że swoim postępowaniem ją krzywdzę i czas sie wziąć w garść dla NIEJ!). Na
szczęście to głupie myślenie mam już lata za sobą, a stan zdrowotny udało się,
wbrew opinii wielu lekarzy, doprowadzić do normy.
Tylko jak
mogłam być tak słaba, będąc zawsze tak silną:/?
Niska
samoocena, nadwrażliwość, presja otoczenia..
No cóż, stało się; dwa lata miałam anoreksję,
kolejne dwa - się z niej leczyłam .
Nienawidzę
lekarzy. A nagle trafiasz do każdego, z każdą możliwą specjalizacją. Z rąk do
rąk, traktowana oczywiście dość pragmatycznie.
Wzrost: 160.
Waga: 39. Nikt nie doszukuje się ukrytych przyczyn w Twoim życiu, czy
charakterze. Traktują Cię po prostu jak kolejną głupią gówniarę (nie ma co się
dziwić), która wpadła na "genialny" pomysł niejedzenia. Albo - w
najprostszy sposób: jak schorzenie. I to chyba nawet jest lepsze, bo
przynajmniej nie zadają za dużo intymnych i trudnych pytań, po prostu robią Ci
zastrzyk w dupę z progesteronu i bye!. Głupio mieć "menopauzę" w
wieku 18 lat.
Jakie
spustoszenie sobie zaserwowałam nie-jedząc?
Nazwę to
ładnie i delikatnie: stan nierównowagi organizmu na poziomie neurobiologicznym
z towarzyszącymi jemu (już bardziej zauważalnymi dla osiemnastki)
objawami typu: brak energii, kłopoty w koncentracji, niepokój, poirytowanie,
bóle klatki, wiecznemu uczuciu zimna, problem ze skórą i włosami, zanik
miesiączki, strach przed jedzeniem, w końcu i izolacja społeczna (chyba,
ze trafisz na grupę osób podobnych do siebie).
Mała
retrospekcja: Lato, temperatura w cieniu +35 stopni, a ja dopinam grubą bluzę z
kapturem. Kolejna - salon fryzjerski i przygotowania do studniówki, a fryzjerka
patrząc na garście moich włosów, które wypadły podczas czesania, odmawia mi
wykonania fryzury na jakże ważną dla mnie tego dnia uroczystość. Dobrze, że w
dziale dziecięcym znalazłam jakąś czarną sukienkę w miarę elegancką.
Jeśli chodzi
o brak energii, to on dopiero nastąpił z czasem, bo wpierw miałam jej
hardkorowo dużo, może dlatego że z początku coś tam jeszcze przeżuwałam, np landrynki (!), gumy do żucia, chlebki WASA. Omijałam rodzinne obiady, a zamiast do babci jechałam na siłownię. Tak, pomimo braku dostarczanych składników odżywczych, trenowałam na siłowni jak dzika. Godzina rano spędzona na rowerku z książką, a
wieczorem trening lub zajęcia fitness. Długo to nie trwało, bo zdążyłam już
włączyć w swoim organizmie tryb autodestrukcji. Tak to już jest, jak zabierzemy
jemu główne składniki budulcowe, do tego jeszcze dochodzi stres, nadmierny
wysiłek fizyczny, nie dostarczamy aminokwasów, witamin, minerałów, niezbędnych
tłuszczów. Oczywiście organizm nie poddaje się tak łatwo, on MUSI mieć
dostarczane na bieżąco składniki odżywcze. Nie ma ich, to sobie je ogarnie sam
(katabolizm ON). Czerpie zatem składniki z tego co się da: głównie z mięśni, bo
tłuszcz mu już nie wystarcza. Do tego wyłącza przy okazji niepotrzebne systemy,
by energia była pożytkowana jedynie w celu przeżycia. Możemy wówczas zapomnieć
o działającym układzie trawiennym czy rozrodczym. Nie ma kafaktorów do
produkcji kwasu solnego, co zaburza trawienie, przez co jedzenie nie jest
dobrze trawione i pojawiają się symptomy typu wzdęcia, zgaga, zaparcia
(no chyba, że ktoś dodatkowo stosuje leki przeczyszczające). Pojawia się
przewlekła anemia. Do tego poziom leptyny rośnie, a metabolizm zwalnia (T3 spada,
hamuje sie praca tarczycy). To co pamiętam z wyników badań to niedobór cynku,
witamin z grupy B, magnez, chrom, podwyższony cholesterol (!!).
Po takim
okresie zaburzeń żaden organizm sam nie będzie funkcjonował poprawnie. Potrzeba
czasu by wszystko zaskoczyło na nowo. Mówię oczywiście głównie o ciele, bo
psychika to już druga kwestia, której tu nie będę poruszać. Powiem tylko tyle,
tu dużo zależy od Twoich bliskich, ludzi na jakich trafisz, ale przede
wszystkim od Ciebie i tego jak jesteś silny, no i jakie szkody zdążyły się
wytworzyć w układzie nerwowym. Na szczęście przy właściwym leczeniu hormony i
neuroprzekaźniki będą mogły znów być wytwarzane; za czym też poprawi się nasze
samopoczucie i zyskamy większą chęć do walki. Bo brak jedzenia równa się brak
serotoniny, a ona odpowiada PRZEDE WSZYSTKIM za motywację. Jej niedobór
może prowadzić do stanów depresyjnych.
Niestety nasza głowa zawsze przegra
z niedoborami.
Poniżej
zdjęcie, które zostało zrobione w pierwszych miesiącach choroby, późniejszych
nie mam, chyba nikt nie chciał mi ich robić, na tym widać, że już ubyło włosów i energii.
Co zaczęłam
robić by wyzdrowieć?
Po pierwsze zaczęłam jeść pełnowartościowe posiłki. Tylko
to wymagało wpierw porządnego doszkolenia mnie w zakresie odżywiania; co jeść,
jak, na szczęście trafiłam na świetną lekarkę, która mnie uświadomiła jak to
jest ważne. W mojej diecie nie było wysoko przetworzonych potraw czy chemii,
tylko wysokiej jakości produkty. Żadnych słodyczy, żadnych fast-food, pomimo,
że moje zmartwione ciotki wciskały mi ciast a z kremem bym szybciej tyła.
Rezygnacja ze słodyczy nie jest taka trudna, gdy już zdążył Ci dawno zaniknąć
apetyt. Śmieszne było to, ze odczuwałam tylko charakterystyczne mocne smaki,
typu kwaśny, ostry, reszta była bez smaku. Podczas leczenia z tego typu
zaburzeń nie można sie oczywiście kurczowo trzymać restrykcyjnych diet, tylko
trzeba te 2,5tys kcal wpierdzielać. Oczywiście nikt Ci nie każe żreć cukru i
tłuszczy trans, to nie jest niezbędne do życia, a wręcz nam je skraca;). Oprócz
tego leki, leki, leeeeki i zastrzyki w tyłek. Do tego zero ćwiczeń, zero
ważenia/mierzenia.
Niestety
cały proces nawracania jest dość ciężki, a sama modlitwa już nie wystarczy.
"Najlepszy"
jest pierwszy etap adaptacyjny, jak patrzysz w lustro i widzisz szybki przyrost
wagi w krótkim okresie czasu. Fakt, głównie jest to woda, niezbędna do
normalizacji, ale ja w tamtym czasie tego nie wiedziałam. Po-kryjomu robiłam
brzuszki, przysiady i biegałam, bo na siłownie nie dostawałam już kasy.
Treningi były zabronione! Wg lekarzy zabierałyby mi energię, której
potrzebowałam do odbudowy, a nie można mieć jednocześnie katabolizmu i
anabolizmu, jak mówili. Do tego wzrost kortyzolu, no i stwierdzono u mnie
uzależnienie od ćwiczeń:) (taaaa, nie wszystko wyleczyli;P). Jednym słowem, wg
psychologa treningi były dla mnie szkodliwe i zabronione. No ale ja nigdy nie
zgadzałam się do końca z lekarzami;). Wróciłam oczywiście szybciej do ćwiczeń,
co wiem, ze bardzo mi pomogło w przywróceniu mojej siły nie tylko fizycznej;).
Jeśli chodzi
o żołądek- to on musiał na nowo się nauczyć funkcjonować (wydzielać kwas).
Lekarz zalecał mi jeść często i mało. Ale i tak czułam się napchana. Musiałam
walczyć ze stanami typu: niestrawność, zgaga. Oczywiście z czasem minęło.
Najgorszy
jest ten strach przed zwiększeniem masy ciała. Jak nagle widzisz, że Twój pasek
nie radzi sobie z Twoim dotąd płaskim brzuchem , to zaczynasz sobie układać w
głowie plan, który nie spodobałby się Twojemu psychologowi.
A btw wiecie
jak wygląda ważenie anorektyczek? Zawsze przed, wypijałyśmy litry wody.,
by ważyć więcej i usłyszeć: "Brawo, Karolina, jest postęp. Dobra
robota". Jedna dziewczyna przynosiła nawet taką 5litrową butlę XD. Nic
dziwnego, że teraz mam uraz do wody i muszę mieć w telefonie aplikację, która
mi przypomina o tym, żeby pić wodę we właściwych ilościach;).
Jak
jesteście silni, macie motywację (ja miałam- moi bliscy, którzy się zamartwiali
o mnie), to można z tego wyjść. O ile pewnie nastąpi to w porę. Mój organizm,
zaczął walczyć, chciał nazbierać jak najwięcej wartości odżywczych i
nazbierał;). Wróciłam do zdrowia. Ważne jest by poddać się jak najszybciej
leczeniu i jeść wszystko (czytaj: co pełnowartościowe i zdrowe). Po pewnym
czasie wzrasta tempo metabolizmu, mamy więcej powera, włosy trzymają się głowy,
skóra jest w lepszej formie. Polepsza się nastrój, znikają negatywne myśli i
już nie wydaje Ci się, że wszyscy wokół się z Ciebie śmieją. Reguluje się cykl
menstruacyjny. Okej, przytyło się, ale tak musi być, bo organizm całą energię
skumulował w przybieraniu na wadze i naprawie szkód.
Treningi i
unormalizowana dieta pomogły mi w 6 miesięcy pozbyć się nadmiaru tkanki
tłuszczowej. Woda długo się trzymała, głównie ze względu na brane silne leki
hormonalne (terapia lekowa trwała 2 lata), ale w końcu i ona ustąpiła, pomógł
mi w tym też odpowiedni sposób żywienia. Zregenerowałam się dość szybko, ku
zaskoczeniu lekarzy, ale tłumaczyli to twardym charakterem i silną wolą walki.
Ja myślę, że w takiej chwili ważna też jest zmiana świadomości
postrzegania jedzenia. Zaczęłam liczyć kalorie i węglowodany, które w sumie w
mojej rodzinie się już liczyło, ze względu na cukrzyce (insulinozależną) mojej
młodszej siostry. Waga elektryczna w naszej kuchni to był niecodzienny widok
dla moich znajomych, ale to było ponad 10 lat temu;).
Dieta jest
niezbędną częścią terapii, ale ktoś musi Ci o tym wszystkim powiedzieć.
Szczególnie jak się ma 18 lat i w głowie inne ważniejsze sprawy. Może teraz
jest większa tego świadomość, lepsze produkty, większe zaopatrzenie sklepów,
działy eko i większy dostęp do wiedzy o żywieniu. Wtedy były dwa rodzaje chleba
na półce osiedlowego sklepiku, heh zapewne nawet te pszenne znacznie lepszej
jakości, niż te obecne. Jadło się tłusty rosół z kurczakiem i marchewką
(mniam!) oraz bułki z serem i szynką wieprzową XD. Nie było tak dużego dostępu
do wysoko-przetworzonych produktów typu fast-food; w moim mieście był jeden
macdonald, w którym nigdy nie jadaliśmy, a po anoreksji nie kupowałam już
słodyczy. Pewnie i dobrze, ponieważ, nie wspominając o konsekwencjach
zdrowotnych takiego "żarcia", podejrzewam, że dzięki unikaniu jego, a
tym samym uzależniających składników w nim zawartych, łatwiej było mi
kontrolować występujące ataki głodu.
Dlaczego
podjęłam się tego tematu?
Ponieważ
niestety obserwuje ostatnio wiele sytuacji, gdzie ludzie często nie zdają sobie
sprawy, że mają problemy z zaburzeniami odżywiania. Często diety redukcyjne,
których podejmują się na własną rękę, bez odpowiedniej wiedzy, niewiele się
różnią od mojego schematu życia za czasów początków anoreksji. Nie rzadko są to
osoby, które chcą się znaleźć na scenie fitness i same próbują swoich sił w
układaniu diety (czytaj nie-jedzenie, totalna eliminacja tłuszczy, dwa posiłki
dziennie), albo naśladują je (tak im się zdaje!), choć nie muszą, a co kończy się
później poważnymi powikłaniami zdrowotnymi.
Część osób ma w miarę dobrze
zbilansowaną dietę redukcyjną, jednak dość jałową, skupiają się za bardzo na
BTW, a zapominają o suplementacji witamin i minerałów. Doprowadzają się tym
samym do niedoborów i anemii. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy jak mikro
daleko leży od makro, co w konsekwencji, na skutek przyzwyczajeń przy dłużej
stosowanej niezróżnicowanej monotonnej diecie pozbawionej mikroskładników, może
prowadzić do poważniejszych powikłań zdrowotnych .
Czasami nie
jesteśmy świadomi początkowych objawów zaburzeń odżywiania, takich jak: wyrzuty
sumienia po posiłku, obsesyjne ważenie/mierzenie, ciągłe myślenie o jedzeniu,
niezdrowe uzależnienie od siłowni na zasadzie- brak treningu równa się
zrujnowany dzień, czy paniczny strach przed kalorycznymi potrawami. Niestety
wiele takich osób do mnie pisze, co jest przerażające. Proszą mnie o ułożenie
planu treningowego albo o wskazówki dot żywienia i są zdziwione, że każę
im jeść olej kokosowy lub wołowinę.
Liczenie
kalorii i planowanie posiłków oczywiście jest częścią naszego fitnessowego
życia. Jednak niestety wiele osób trochę się w tym wszystkim zatraca i popada w
skrajności, które mogą mieć wpływ na ich życie/zdrowie, jak i otoczenie. Często
ich obsesje nie pozwalają im na normalne funkcjonowanie. Takie osoby nie
potrafią się już cieszyć z życia, jak nie zobaczą u siebie progresu na wadze,
czy centymetrze, a zamiast zająć się rodziną i bliskimi najczęściej myślą o tym
co by mogły zjeść, ale nie mogą:/.
A Na koniec,
tak na rozluźnienie, polecam Wam filmik mojego idola;) Derek Weida i jego
podejście do odchudzania, budowania mięśni i trenowania:D :

Świetny wpis, szczególnie dla osób, które jeszcze niedawno przechodziły przez coś podobnego, ale też jako przestroga dla pseudo fitfreaków. Karola jesteś godna podziwu! :-)
OdpowiedzUsuńdziękuję za miłe słowa
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńKaro! Gratuluje odwagi - i w pisanuu dzis, i w walce wtedy. Jestes super dziewczyna. Szczegolnie, ze teraz mozesz i chcesz pomagac innym - korzystajac ze swijego doswuadczenia. Muaaaa
OdpowiedzUsuńdzięuję:*
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńJestem przerażona przez co przyszłas. Ja w schudłam 10 kg w ciagu trzech miesiecy, glownie przez stres w szkole. Do dzis nie mam miesiączki, w sumie teraz chyba bedzie trzeci rok(!), jem zdrowo, powyzej 2000 kalorii, duzo tluszczy
OdpowiedzUsuńPrzytylam do prawidłowej wagi 56kg przy 161cm, mam 45kg miesni. czy bez hormonow nie przywroci mi sie miesiaczka? slyszalam, ze jak nie ma sie miesiaczki powyzej roku, jest sie bezplodnym?
UsuńBezpłodnym się jest jak po roku starania się o dziecko nie zachodzi się w ciążę. Ale Twój brak miesiączki jest bardzo niepokojący, więc chyba warto byłoby pójść do jakiegoś rozsądnego ginekologa...
UsuńCzasami miesiączka wraca, kiedy organizm dojdzie do optymalnej ilości tkanki tłuszczowej [unormowanie tych spraw może potrwać], a u innych kobiet potrzeba "poruszyć" te sprawy hormonami z zewnątrz. Wagę masz w porządku, więc może warto wybrać się do dobrego endokrynologa. Co do bezpłodności, raczej nieprawda, ale jak najszybciej udaj się do lekarza. To nie tylko kwestia układu rozrodczego, a działania całej osi podwzgórze-przysadka-jajniki.
UsuńCzytam do porannej bulletproof coffe i przez głowę przelatują niczym kadry filmu wspomnienia.. Ich urywki.. Przeszłam to samo, tylko, że wtedy nie byłam już głupią nastolatką, a studentką ostatniego roku mgr. To, co napisałaś jest mi bliżej, niż bliskie.. To będzie dzień pełen refleksji.. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńTez tak jak ty kiedys mam problem z zaburzeniami odzuwiania co doprowadzilo do depresji wiec domyslam sie przez co musialas przechodzic :( mimo wszystko kocham Twoje przepisy (caly czas je praktykuje) oraz determinacje :))! Moze kiedys wydasz swoja ksiazke ze slodkosciami, na pewno kupie :)
OdpowiedzUsuńHej dziękuję za ten świetny wpis. Ja przechodziłam przez podobne piekło kończąc podstawówkę, tuż przed egzaminami do liceum. Czytając ten wpis czuję się tak jakbym czytała o sobie. Mam nadzieję, że i ja kiedyś zbiorę się na odwagę i opiszę swoją historię bo warto to zrobić dla innych żeby uchronić ich przed tymi strasznymi doświadczeniami. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCieszę się, ze udało Ci się z tego wyjść. Zastanawia mnie to, jak wiele fit kobiet ma za sobą walkę z anoreksją... Przychodzi mi na myśl, że mimo wyjścia z choroby pozostaje silna potrzeba kontroli tego co się je i ile się je. Na szczęście można jakoś pogodzić kontrolę z dbaniem o zdrowie.
OdpowiedzUsuńTez bylam bliska anoreksji, w koncu wyzdrowialam, dzieki milosci :)
OdpowiedzUsuńNawet nie sądziłam, że Ty, osoba, która codziennie walczy o swoje marzenia, jest zdeterminowana i zaraża innych swoją pasją i motywacją mogła przechodzić takie rzeczy... Rozumiem Cie, sama rok temu miałam dokladnie ten sam problem, 43 kg i 158 cm. Ale dla mnie do czasu było to piękne, wymarzone ciało, do którego dążyłam ważąc wczesniej az 70 kg. Jesteś przykladem na to, że jesli się czegos naprawde chce mozna to zrobic, bez wzglegu jak ciezko moze byc. Moja motywacja :) buziak ;*
OdpowiedzUsuńMam nadzieje ze większość osób z problemami odżywiania weźmie sobie to do serca . Ja w wieku 14 lat tez miałam zajawke na odchudzanie aż po połowie roku jadlam tak malo i tak dużo cwiczylam ze nie miałam sil by z lozka zzejsc pojawiły sie myśli samobójcze bo jak to ze inni jedzą tak dużo i maja plaski brzuch a ja ciągle jestem "gruba" gdy po 4 miesiącach złego samopoczucia poszlam do lekarza to diagnoza zmienila moje życie bo lekarze nie dość ze stwierdzili anoreksje to jeszcze białaczkę a lekarka powiedziała ze to wszystko moja wina i sobie wtedy uświadomiłam jaka bylam egoistka wszyscy mi mówili żebym przestała, ale skonczylo sie na niedoczynności tarczycy teraz wiem ze zdrowie jest najważniejsze
OdpowiedzUsuńŚwietny wpis. Ja sama miałam zaburzenia anorektyczno-bulimiczne w przeciągu pewnego okresu czasu, więc doskonale znam wszystkie objawy i myśli które Ci towarzyszyły. Wyjście z tego uważam za jeden z najważniejszych sukcesów w swoim życiu ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
Przeczytałam to i przypomniałam sobie jak moja siostra chorowała... jak czekała na schodach przed domem, bo nie była w stanie wejść sama do domu, jak ledwo wlewała w siebie pół filiżanki mleka, jakie miała huśtawki nastrojów i jak wszystkimi gardziła... trafiliśmy na złych lekarzy, którzy zamiast wyciągać ją z choroby, wpędzali w chorobę każdego członka mojej rodziny... siostra przytyła, ale pozostały ogromne problemy "w głowie"... Ona nie widzi problemu, my zaś nie umiemy jej przetłumaczyć pewnych spraw...i dlatego to ciągły strach.. ciągłe pilnowanie sytuacji, kłótnie, rozmowy...w których słowa, i to widać, odbijają się od ściany, którą siostra przed sobą buduje wtedy, kiedy nie chce słuchać, kiedy uważa się za mądrzejszą, kiedy znowu nie widzi problemu... ale ciszymy się, że żyje, że normalnie funkcjonuje, że jest... bo szanse były marne... dobrze, że o tym napisałaś... to cholernie ważne poruszać tematy tabu...które nie powinny być tabu...
OdpowiedzUsuńN.
O bezplodnosci tak mowia lekarze ,daj sobie czad pozwol życ na luzie :-) a miesiaczka wroci ,wiem co mowie .i tak jak Karola pisala różnorodność. ;-)
OdpowiedzUsuńTez miałam kiedyś z tym problem. Ważyłam 43 kg przy wzroście 170 cm. Też nir za dobrze wspominam ten okres czasu. Na nic nie mialam siły. Wszystko było beznadziejne. Na szczęście udało się ogarnąć. Teraz ćwiczę i staram odżywiać siedobrze. Chociaż mam często dziwne napady na jedzenie. Mogłabym wtedy zjeść wszystko ��
OdpowiedzUsuńTeż miałam ten problem i na szczęście znalazły się osoby, dzięki którym pokonałam lęk przed jedzeniem! Teraz siłownia i racjonalne odżywianie, chociaż nigdy nie odstawię chyba wagi kuchennej - może nie mam paranoi, ale zawsze się zastanawiam ile to może ważyć :D Wpis super, gratuluję odwagi, a czytałam jakby o sobie..
OdpowiedzUsuńJestem jednocześnie przerażona jak i Ci gratuluję :)
OdpowiedzUsuńGratulacje, ekstra fotka
OdpowiedzUsuńWarto mówić o tym głośno. Warto też mówić o życiu po chorobie. Jestem bulimiczką. Zaleczoną bulimiczką. Chorowałam na bulimię z okresami anorektycznymi przez 4 lata (od 14 do 18 roku życia, chociaż początki sięgają w sumie 13 lat). 5 lat temu "wyzdrowiałam". Daję to słowo w cudzysłowie, ponieważ wiem, że nigdy nie będę zdrowa, że choroba zawsze jest tuż obok (bulimia jest formą uzależnienia, a uzależnionym jest się do końca życia), czai się, czekając tylko na słabszy moment.
OdpowiedzUsuńI czasem trafiała na taki. Zdarzało się (i zdarza) nadal mieć napady. Wymiotować. Obsesyjnie ćwiczyć. Obsesyjnie myśleć o jedzeniu. Zaburzenia odżywiania mogą powracać i dlatego zawsze trzeba być czujnym, wyłapywać objawy.
My, bulimiczki, mamy trochę łatwiej od anorektyczek - ciężko nie zauważyć, że coś złego dzieje się z twoim życiem, jak kolejny wieczór spędzasz zawieszona nad kiblem po zjedzeniu zawartości lodówki w randomowej kolejności (czekolada pomieszana z parówkami, z ciastkami, z pizzą, z lodami, z kanapkami nie robi na mnie wrażenia).
Dwa lata temu powiedziałabym, że jestem zdrowa. Udało mi się zdobyć wymarzoną sylwetkę, ćwicząc i zdrowo jedząc. Przez rok utrzymywałam ten stan. A potem zaczęło coś pękać. Od tamtego czasu kurczowo trzymam się "zdrowej strony życia", ale nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. Są gorsze dni, są lepsze, obecnie liczę na to, że idzie ku lepszemu. Czas pokaże. Najważniejsze tylko, by nigdy nie przestać walczyć o siebie.
Trzymam kciuki za Ciebie! Powodzenia :)
Witaj, uwielbiam Twoje artykuły na muscule zone, fotki i przepisy oczywiście też :-) bardzo jestem ciekawa, jak spędzasz święta od strony żywienia, czytam różne fora kulturystyczne i dietetyczne. Jedni planują zachować ścisłą dietę (wątpię, czy im się to uda), inni planują mega obżarstwo (co moim zdaniem jest bardzo niezdrowym podejściem). nie wiem, co ja powinnam zrobić, czy przeprowadzić np. jednodniowy IF, czyli doba do wigilii nic, czy zrobić sobie cheat meal, czy cheat day, to jest okropne a czasu coraz mniej :((( bardzo bym była wdzięczna i za pewne wielu osobom byś pomogła, gdybyś napisała artykulik na muscule zone, jak przetrwać święta. w końcu to jest 3 dni :(((
OdpowiedzUsuńKochana, przede wszystkim gratuluję tego że w końcu wyleczyłaś się z tej choroby! Ale także tej walki, bo wiem, że schudnąć jak i przytyć to też jest nie lada wyczyn. Potrzeba czasu i motywacji. Podziwiam Cię też za to że opisałaś swoją historię w internecie. Ja sama nie wiem czy bym się na to odważyła, ale właśnie tym wpisem myślę że dotrzesz do dużego grona osób, w tym nastolatek które mylą pojęcie zdrowego odżywiania i zamiast tego doprowadzają się do anoreksji, bulimii czy innych chorób. Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam! Teraz to masz sexy ciałko! Tak trzymaj! I pamiętaj idź do przodu, nigdy w tył! :))
OdpowiedzUsuńGratuluję :) odnalazłaś swoją drogę.
OdpowiedzUsuńGratuluję :) odnalazłaś swoją drogę.
OdpowiedzUsuńWidzę, że jestem kolejną osobą, która czuje tak jakby czytała o sobie. Ehh gdybym tylko mogła cofnąć czas...tymczasem pozostało Hashimoto i chwilami nawracająca bezsilność i zwątpienie. Dzięki za Twoje posty i wiedzę którą się dzielisz. Dajesz dużo pozytywnej energii do walki! Pozdrawiam, SIŁA! ;)
OdpowiedzUsuńzapraszam na bloga, na którym opisuję historię walki ze swoją chorobą
OdpowiedzUsuń